Konserwatywny liberalizm, leseferyzm, minarchizm, merytokracja.

Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia

//Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia

Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia

Jednym z tematów, który konsekwentnie przemilczają polskie i światowe media, są przyczyny, przebieg i rozwiązanie kryzysu w Islandii. Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze, Islandczycy dali całemu światu lekcję demokracji i pokazali, jak powinno wyglądać w praktyce społeczeństwo obywatelskie. Po drugie, na własnej skórze odczuli, jak straszne mogą być konsekwencje nieprzemyślanej deregulacji. A po trzecie, co najważniejsze, do zażegnania kryzysu nie wybrali żadnego z lansowanych przez media wariantów – greckiego, portugalskiego, czy cypryjskiego – czyli niekończących się bailoutów i dalszego zadłużania kraju. Rozsierdzili tym Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Unię Europejską i światową finansjerę, stąd zmowa milczenia.

Na początek garść faktów na temat Islandii sprzed wybuchu kryzysu. Populacja: 320 000. PKB: 13 mld USD. Cechy charakterystyczne: stabilna demokracja, wysoki poziom życia, niskie bezrobocie, niski dług publiczny, samowystarczalność energetyczna (czyste źródła energii geotermalnej), nowoczesne społeczeństwo obywatelskie, rozwinięty przemysł spożywczy i rybołówstwo, dobra opieka medyczna i oświata, niska przestępczość, czyste środowisko. Raj na ziemi, prawda? No właśnie. Pamiętam nawet, jak chłopaki ode mnie z bloku na lubelskich Bronowicach jeździli tam do pracy, bo można było sporo zarobić a i warunki godne. Co zatem się stało, że kraj, który miał wszystko, pogrążył się w takim kryzysie?

Wszystko zaczęło się w roku 2000, kiedy to ówczesny rząd zapoczątkował politykę deregulacji. Najpierw wydano wielkim, międzynarodowym korporacjom pozwolenia na budowę hut aluminium i wykorzystywanie cennych źródeł geotermalnych kraju do ich zasilania. Następnie rząd sprywatyzował trzy największe islandzkie banki: Kaupthing, Glitnir i Landsbankinn. Przez pięć kolejnych lat banki te zapożyczyły się łącznie na 120 mld USD, czyli około 10 razy więcej niż islandzki PKB. Pieniędzmi bankierzy obsypali siebie i znajomych (jachty, luksusowe wille) oraz zainwestowali za granicą – na przykład w nieruchomości w Londynie. Gazety co rusz rozpisywały się, że jakiś islandzki „milioner” kupił posiadłość w Wielkiej Brytanii, nie wspominając rzecz jasna, że za pożyczone pieniądze. Przez ten pięcioletni okres ceny akcji w Islandii wzrosły dziesięciokrotnie, a nieruchomości – dwukrotnie. W utrzymaniu procederu w tajemnicy przed obywatelami bardzo pomogły różne instytucje: m.in. firmy audytorskie, jak chociażby KPMG, które „nie doszukały się w księgach rachunkowych żadnych nieprawidłowości”, agencje ratingowe, które przyznały sprywatyzowanym bankom najwyższe z możliwych ocen, czyli AAA, oraz islandzki organ nadzoru finansowego, którego jedna trzecia pracowników zamiast tropić przekręty i wszczynać śledztwa…przeniosła się do pracy w tych bankach.

W 2008 r. banki upadły, a bezrobocie wzrosło 3-krotnie w ciągu niespełna 6 miesięcy. Co się stało potem? I tu przechodzimy do meritum, czyli rozwiązania problemu przez islandzkie społeczeństwo. Krótka chronologia wydarzeń:

– wrzesień 2008: Glitnir zostaje znacjonalizowany, giełda zawiesza działanie, zostaje ogłoszone bankructwo kraju;

– styczeń 2009: protesty mieszkańców przed parlamentem doprowadzają do dymisji premiera Geira Haarde oraz całego rządu; zostają rozpisane przedterminowe wybory. Sytuacja ekonomiczna nadal jest zła. Parlament proponuję ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków obciążyć islandzkie rodziny na kolejnych 15 lat, z odsetkami na poziomie 5,5 procent.

– początek 2010: ludzie wychodzą na ulice, żądając ogłoszenia referendum w tej sprawie;

– luty 2010: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną ustawę i ogłasza referendum, w którym 93 procent opowiada się za niespłacaniem długu. Rząd wszczyna dochodzenia mające ustalić winnych kryzysu. Sądy wydają pierwsze nakazy aresztowania bankierów, którzy w międzyczasie uciekli z kraju. Zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą wnioski płynące z tej przykrej lekcji. W tym celu zostaje wytypowanych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej (pozostałymi kryteriami były pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających te osoby).

Trudno w mediach znaleźć informacje o tych wydarzeniach, zwłaszcza w tych z głównego nurtu, a przecież historii tego kryzysu oraz jego pokojowego rozwiązania można by śmiało uczyć na lekcjach WOS-u. Niestety wariant islandzki nie jest stosowany w innych krajach, gdzie rządy zrzucają nadużycia bankierów na podatnika. A ludzie cierpią. Bardzo cierpią. Warto się zastanowić, czyje tak naprawdę są te długi, gdy słyszy się w mediach, że jakiś kraj jest na skraju bankructwa i wymaga pomocy, zamiast bezmyślnie powtarzać slogany typu „ci Grecy to nieroby”.

Źródła zdjęć:
Autor: WorldIslandInfo.com (Icelandic flags, Videy)

[CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons

Polub bloga na Facebooku:
www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 1 – Węgry.

By | 2018-05-27T08:47:36+00:00 29 września 2013|13 komentarzy

About the Author:

Kamil Cywka
Tłumacz, lektor, publicysta-amator, pisarz. Autor powieści pt. „Bękart”. Konserwatysta, leseferysta, wolnorynkowiec. Interesują mnie głównie dziedziny takie jak historia, filozofia, polityka, ekonomia, ideologie, doktryny oraz sprawy społeczne. Na The Spinning Top Blog staram się poruszać tematy pomijane w mediach głównego nurtu oraz promować wolność, samodzielne myślenie i świadome życie we wszystkich jego aspektach.

13 komentarzy

  1. Monika 24/10/2013 w 6:46 pm - Odpowiedz

    Podsumowanie proste jak budowa cepa i smutne, jak Dziewczynka z zapałkami: U nas by to nie przeszło. Prędzej politycy zaczną na ulicy dziergać swetry dla obywateli, niż robić coś naprawdę z głową i pożytkiem, a przecież przykład można by wziąć 🙂

  2. Kamil Cywka 25/10/2013 w 1:01 pm - Odpowiedz

    W Islandii to obywatele wymusili na władzy zmiany i pociągnięcie do odpowiedzialności winnych kryzysu. Politycy sami niczego nie zrobią, o czym piszę w „Nie ma się czym podniecać”. A dobre przykłady na tym blogu będę konsekwentnie promować;-).

  3. cirizen 10/12/2013 w 12:01 pm - Odpowiedz

    „Najpierw wydano wielkim, międzynarodowym korporacjom pozwolenia na budowę hut aluminium i wykorzystywanie cennych źródeł geotermalnych kraju do ich zasilania. Następnie rząd sprywatyzował trzy największe islandzkie banki: Kaupthing, Glitnir i Landsbankinn. ” gdzie tu deregulacja raczej to przykład socjalizmu

  4. […] A jeśli nie utożsamiasz się z żadną z powyższych definicji, to zobacz, jak wygląda patriotyzm w wydaniu islandzkim: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia. […]

  5. […] Zobacz też: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia. […]

  6. […] zachodniego to jeszcze nie wolność. Prawdziwą wolność to sobie wywalczyli Islandczycy. Uchwalili nową konstytucję, rozesłali po całym świecie listy gończe za bankierami, którzy wywołali kryzys w ich kraju, […]

  7. […] po wydarzeniach, o których pisałem tutaj, sprawy potoczyły się nie do końca tak, jak życzyliby sobie tego zwykli obywatele. […]

  8. […] po wydarzeniach, o których pisałem tutaj, sprawy potoczyły się nie do końca tak, jak życzyliby sobie tego zwykli […]

  9. […] po wydarzeniach, o których pisałem tutaj, sprawy potoczyły się nie do końca tak, jak życzyliby sobie tego zwykli obywatele. […]

  10. […] Zobacz też: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia. […]

  11. […] zachodniego to jeszcze nie wolność. Prawdziwą wolność to sobie wywalczyli Islandczycy. Uchwalili nową konstytucję, rozesłali po całym świecie listy gończe za bankierami, którzy wywołali kryzys w ich kraju, […]

  12. […] Zobacz też: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia. […]

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.