Konserwatywny liberalizm, leseferyzm, minarchizm, merytokracja.

Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 1 – Węgry

//Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 1 – Węgry

Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 1 – Węgry

Mój serdeczny przyjaciel był ostatnio na urlopie na Węgrzech. Wypoczywał nad Balatonem, a przy okazji zwiedzał kraj, w tym Budapeszt. Ponoć piękna architektura, bardzo zadbana starówka, no i ten specyficzny, węgierski, umiarkowanie ciepły klimat, coś pomiędzy Polską a Chorwacją.

Ale mi z Budapesztem, oprócz leczo i zupy węgierskiej, nierozerwalnie kojarzy się tekst Jarosława Kaczyńskiego, który przeszedł już bodaj do kanonu polskiej polityki, tj. że „będziemy mieli w Warszawie Budapeszt”. Z miejsca proszę o nieposądzanie mnie o sympatie polityczne czy to w jedną czy w drugą stronę, bo jestem osobą całkowicie apolityczną i kieruję się tylko i wyłącznie rozsądkiem i interesem publicznym, czyli nas wszystkich. No więc o co chodzi z tym Budapesztem? No właśnie, sam przez dłuższy czas nie wiedziałem. Po słowach Kaczyńskiego mainstreamowe media oczywiście szybko podchwyciły temat, a Internet zalała fala memów i filmików, skądinąd śmiesznych jak ten:

Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa – zabrakło refleksji, zostały hasła. Jednak okazuje się, że ten Budapeszt w Warszawie wcale nie jest takim głupim pomysłem. Nie zgodzą się z tym rzecz jasna zachodnie media, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Unia Europejska i wielkie koncerny energetyczne – zażarci przeciwnicy polityki Orbana, bo o nim mowa. Dlaczego ilekroć temat dotyczy jego osoby, w polskich i zagranicznych mediach słyszymy o „dyktatorskich zapędach”, „nacjonalizmie” i prowadzonej przez niego „kontrowersyjnej polityce”? Dlaczego media prześcigają się w relacjonowaniu „wielotysięcznych demonstracji” przeciwko jego rządom? (które na całym świecie organizuje się tak, że opozycja skrzykuje parę osób, rozdaje flagi i transparenty, dogaduje się z nieprzychylnymi rządzącym koncernami i środkami masowego przekazu; te pierwsze lobbują u polityków, a drugie robią odpowiednie ujęcia, filmują krytyczne wypowiedzi i puszczają w obieg, a media w innych krajach bezmyślnie to kopiują).

Prawda jest taka, że np. Polsce przydałby się ktoś taki jak Orban. Brakuje nam faceta z jajami, męża stanu, człowieka, który będzie rządzić, a nie zarządzać; zmieniać kraj, a nie nim administrować. U nas rządzący ciągle mówią „nic nie możemy zrobić”, bo a to przepisy unijne, a to nie ma pieniędzy, a to kryzys, a to rynki finansowe się na nas obrażą i nie kupią obligacji, a to firmy przeniosą produkcję gdzie indziej i ogólnie nie będzie niczego. U nas w dobrych czasach kasę się przejada, a w gorszych zaciska pasa kosztem obywateli. Tymczasem taki Orban właśnie w pogrążonych w kryzysie Węgrzech zrealizował, na przekór wszystkim, takie oto rzeczy:

1. Wprowadził podatek kryzysowy dla sektora finansów, bankowości, telekomunikacji, handlu wielkopowierzchniowego (bez wpływu na poziom inwestycji zagranicznych na Węgrzech, który miał dramatycznie spaść, coś jak z palaczami w pubach po zakazie);

2. Zaktywizował obywateli i zachęcił do zrzeszania się, formowania stowarzyszeń skupionych wokół danej kwestii, zwłaszcza lokalnych; w krótkim okresie powstało kilkadziesiąt tysięcy takich inicjatyw obywatelskich;

3. Postawił się MFW i nie pozwolił narzucać tego, na co ma być przeznaczany budżet kraju (pożyczkę od MFW zdaje się już Węgry spłaciły).

4. Wprowadził szeroko zakrojoną politykę prorodzinną; np. osoby z przynajmniej trójką dzieci w zasadzie nie płacą na Węgrzech podatków!

5. Zmusił wielkie spółki energetyczne do obniżenia opłat za wodę, prąd i gaz;

6. Wprowadził podatek liniowy – 16% dla obywateli, 10% dla firm;

7. Potrafił podjąć niepopularne decyzje, np. obowiązek zapłacenia za studia przez osoby, które po zakończeniu edukacji opuściły kraj, czy też pomoc 200 tys. rodzin, które zaciągnęły kredyty we franku.

Można? Można. I jak by się temu wszystkiemu przyjrzeć, to od razu widać za co go nie lubią koncerny (mniej profitów kosztem obywateli), a za co politycy (bo pokazał, że można iść inną drogą i zrobić coś dla ludzi). Dokonania oczywiście są przemilczane w mediach, jest za to nacjonalizm i dyktatura. A teraz faceta zapraszają do think-tanków, żeby opowiadał o tym, jak to zrobił.

Dla bardziej wnikliwych polecam książkę Igora Janke „Napastnik” właśnie o Wiktorze Orbanie.

Źródła zdjęć:
Kremlin.ru

[CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], Wikimedia Commons

Polub bloga na Facebooku:
www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 2 – Islandia.

By | 2018-05-27T08:47:37+00:00 12 września 2013|9 komentarzy

About the Author:

Kamil Cywka
Tłumacz, lektor, publicysta-amator, pisarz. Autor powieści pt. „Bękart”. Konserwatysta, leseferysta, wolnorynkowiec. Interesują mnie głównie dziedziny takie jak historia, filozofia, polityka, ekonomia, ideologie, doktryny oraz sprawy społeczne. Na The Spinning Top Blog staram się poruszać tematy pomijane w mediach głównego nurtu oraz promować wolność, samodzielne myślenie i świadome życie we wszystkich jego aspektach.

9 komentarzy

  1. Piotr Kolasa 15/09/2013 w 9:36 pm - Odpowiedz

    Pomoc ludziom którzy zaciągnęli kredyt we franku? Świetnie. To ja sobie może zaciągnę kredyt w jenie na mercedesa i mi też ktoś pomoże.

    • Zimniak 05/03/2014 w 6:15 pm - Odpowiedz

      Poszukaj Piotrek jak banki wykreowały swoje zyski. Bierzesz kredyt na tego mercedesa na 10 tat, spłacasz już przez 5 lat miesiąc w miesiąc i spłaciłeś połowę tego co kosztował samochód, a do spłacenia pozostało WIĘCEJ ! niż cała wartość kredytu. Niemożliwe ? Nie będziesz protestował?
      Mercedes to 100 tys euro, a wzięli ludzie kredyty na 500 tyś na mieszkanie co wtedy? Spłacili 200 a kwota do spłaty większa niż na wejsciu?
      Poszukaj i zastanów się, jak banki to robią. Jakie są warunki umowy, kto ma wpływ na kursy walutowe i może je kreować pod swój interes.

      Pogadaj z ludzmi którzy zostali złapani w pulapki bankowe, adresy gęsto w necie.

      Wtedy się wypowiadaj, i nie p** bzdur . W skrócie rządy dają nas okradać rynkom , a Orban sie przeciwstawił.

  2. Kamil Cywka 16/09/2013 w 3:22 pm - Odpowiedz

    Właśnie dlatego nazwałem tę decyzję „niepopularną”. 😉 O ile z punktami 1-6 zgadzam się w całej rozciągłości, tak ostatni jest kontrowersyjny. Chciałem po prostu pokazać, że facet ma jakiś pomysł na kraj i konsekwentnie realizuje swoją politykę, wbrew naciskom. A czy odbije mu (i Węgrom) się to czkawką, czas pokaże. Ale masz rację, nie ma różnicy pomiędzy mercedesem a mieszkaniem, koniec końców taka decyzja sankcjonuje nieodpowiedzialność obywateli a ciężar zrzuca na podatnika. Przy czym jest też ta druga, bardziej ludzka strona medalu – ludzie chcą spłacać długi, to zawsze priorytet w comiesięcznym budżecie. Natomiast gdy nagle zmienia się koniunktura, sytuacja na rynku pracy, kurs waluty, część dłużników tonie. Może warto w takich momentach udzielić im tymczasowej pomocy na jakichś rozsądnych warunkach. Zakładam, że ta „pomoc 200 tys. rodzin” nie obejmowała spłaty/umorzenia takiego kredytu (nie znam szczegółów). Pozdro!

  3. Monika 24/10/2013 w 6:39 pm - Odpowiedz

    Jak dla mnie jest to sprawa do głębszego rozpatrzenia, choć to co napisałeś robi wrażenie. i podanie literatury – jak jest książka, to trzeba ją przeczytać ! Ja to oczywiście zrobię w swoim czasie, przemyślę i… i w sumie nic, bo przecież nagle politykiem – reformatorem nie zostanę. 🙂 ale wiedzieć warto i przekazywać dalej oczywiście:)

  4. Kamil Cywka 25/10/2013 w 1:04 pm - Odpowiedz

    I to właśnie najlepsze, co możesz zrobić! Nie ma wolności bez świadomości. Żeby coś zmienić, to trzeba wiedzieć: 1) jak coś działa; 2) gdzie leży problem. Nie trzeba być politykiem, żeby zmieniać świat. Pewnie obydwoje się polityką brzydzimy;-).

  5. Anonim 20/12/2013 w 10:57 pm - Odpowiedz

    „Prawda jest taka, że np. Polsce przydałby się ktoś taki jak Orban. Brakuje nam faceta z jajami, męża stanu, człowieka, który będzie rządzić, a nie zarządzać”. Piszesz, że jesteś wyczulony na manipulacje słowne – tyle że takie sformułowania też do nich należą. Niby nic, ale również narzuca to pewną wizję świata – świata, w którym kobiety mogą robić najwyżej kawę, a nie np. karierę w polityce. (Aha, tak na marginesie to żadne „baby z jajami” też nie są tutaj rozwiązaniem:D) W ten sposób też przemycasz ideologię w swoich tekstach – świadomie lub nieświadomie. Oczywiście wielu ludzi uważa takie rzeczy za pierdoły, ale sposób, w jaki się coś przedstawia, ma często ogromne znaczenie. Warto pamiętać, że „granice mojego języka są granicami mojego świata”.

    • Kamil Cywka 21/12/2013 w 4:42 pm - Odpowiedz

      Witaj;-). W dzisiejszym tzw. świecie zachodnim (choć w pewnym stopniu dotyczy to też innych regionów świata) nie da się powiedzieć czegokolwiek, by kogoś nie urazić. Mówisz o mężczyźnie z silnym charakterem, urażasz kobiety. Mówisz o tradycyjnej rodzinie, urażasz gejów. Debata o zdjęciu krzyża z sali sejmowej, lamentują katolicy. I tak dalej, i tak dalej. Nie zamierzam w takich sporach uczestniczyć. Mówię, co myślę na tematy, które mnie interesują. Potem wpis i tak żyje własnym życiem. Ale uczulam czytelników na jedną rzecz: na tym blogu nie ma miejsca na polityczną poprawność. A co do meritum, to bardzo się cieszę, że mam do czynienia z czytelniczką?, która ma własne zdanie, przy czym Twoja interpretacja jest w tym przypadku zbyt daleko idąca. Pozdrawiam!

  6. […] Zobacz też: Z cyklu promujmy dobre przykłady, odc. 1 – Węgry. […]

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.