Konserwatywny liberalizm, leseferyzm, minarchizm, merytokracja.

Rozważania na temat wolności (3)

//Rozważania na temat wolności (3)

Rozważania na temat wolności (3)

Kilka lat temu telewizja BBC wyemitowała serię filmów dokumentalnych w konwencji reality show, w których to młodzi, względnie dobrze sytuowani Brytyjczycy byli wysyłani w różne miejsca na świecie, by mogli osobiście przekonać się, czym jest ciężka praca i jak produkuje się ich ulubione jedzenie. I tak na przykład próbowali swoich sił w fabryce tuńczyka w Indonezji albo na polach ryżowych w Tajlandii. Wynagrodzenie? Dwa, trzy funty dziennie. Po całym dniu pracy często stawali przed prostym wyborem: zjeść, ale spać pod gołym niebem, czy odwrotnie – nie zjeść, ale mieć tej nocy dach nad głową. Jeden z filmów możecie obejrzeć tutaj.

Mówi się, że państwa nie mają przyjaciół, państwa mają interesy. Podobnie kapitał. Ten z kolei nie ma ojczyzny. Dla posiadaczy kapitału granice państw są umowne. W dobie globalizacji w każdej chwili mogą przecież przenieść swoje aktywa w dowolne miejsce na ziemi, choćby takim statkiem wolności, i dalej żyć wedle własnego uznania. Pieniądze może i szczęścia nie dają, ale na pewno dają wolność, a przynajmniej tę najbardziej podstawową, czyli możliwość swobodnego przemieszczania się. Takiej możliwości nie mają pracownicy wspomnianej fabryki tuńczyka w Indonezji czy ci z pól ryżowych w Tajlandii. Wprawdzie nie są zamknięci w jakiejś klatce czy obozie, ale też nigdzie nie pojadą, bo nie mają za co.

Dlaczego o tym piszę? Bo w poprzednich częściach niniejszego wpisu oraz w komentarzach do niego wysnuliśmy tezę, że możliwość swobodnego przemieszczania się to wolność podstawowa, wszystkie inne są natomiast tylko wolnościami „cząstkowymi” lub jak kto woli – „subiektywnymi”. Zatem spróbujmy wejść na chwilę na ten jakże śliski grunt wolności subiektywnych.

Dla mnie oprócz możliwości swobodnego przemieszczania się jedną z podstawowych wolności jest wolność wyboru. Również i ten rodzaj wolności jest w dużej mierze powiązany z kapitałem, choć w nieco inny sposób. W poprzedniej części niniejszych rozważań posłużyłem się kilkoma słownikowymi definicjami wolności, z których ta najprostsza mówi, że wolność to brak przymusu bezpośredniego. A co z przymusem pośrednim, tym mniej rzucającym się w oczy, a dla wielu ludzi wręcz niezauważalnym? Otóż on istnieje, mimo że nie zawsze go widać. Do tego w dzisiejszych czasach przybiera coraz groźniejsze formy.

Volenti non fit iniuria

Jedną z popularnych maksym, którymi posługują się osoby o poglądach liberalnych, jest łacińska maksyma volenti non fit iniuria, czyli „chcącemu nie dzieje się krzywda”. Pierwotnie była stosowana przez prawników i mówiła, że jeśli ktoś dobrowolnie naraża się na szkodę, wiedząc, że ta szkoda może nastąpić, to nie może mieć potem roszczeń w stosunku do innych stron. Jej znaczenie z czasem ewoluowało.  Dziś tłumaczy się nią między innymi różne sytuacje gospodarcze oraz relacje pomiędzy uczestnikami wolnego rynku. Czy słusznie?

Przypuśćmy, że Janek chce zjeść na śniadanie płatki. Idzie do pobliskiego supermarketu. Na dziale płatków wybór ogromny. Przeróżne opakowania, marki i zwierzątka je reklamujące. Ale na każdym opakowaniu jest numer infolinii tej samej firmy, a wszystkie płatki mają w składzie syrop glukozowo-fruktozowy, czyli tani, syfiasty i tuczący zamiennik cukru, oraz są robione z genetycznie modyfikowanej kukurydzy. Jeśli Janek weźmie któreś płatki (dajmy na to w pomarańczowej paczce, bo to jego ulubiony kolor), to jest to wybór czy przymus pośredni?

A teraz Zbyszek. Jest gorący letni dzień. Zbyszek wpada spragniony do sklepiku na rogu i podchodzi do lodówki z napojami. Oczopląsu można dostać od tych wszystkich marek i uśmiechniętych ludzi na puszkach. Ale znowu coś jest nie tak. Na każdej puszcze i butelce jest numer infolinii tej samej firmy, wszystkie napoje mają aspartam i szereg innych syfów. Może wodę? Kurde, ale jest tylko źródlana,  a źródlana to niemal to samo, co kranówa. W dodatku każda woda jest w butelce ze szkodliwego plastiku. Jeśli Zbyszek weźmie któryś z tych produktów, to jest to wybór czy przymus pośredni?

Bangladesz. Szwaczka szuka pracy. Na utrzymaniu ma trójkę dzieci. W jej okolicy jest kilkanaście fabryk znanych firm odzieżowych. Pyta o warunki. Wszędzie płacą tak samo: 2 funty dziennie. Ta sytuacja to wolny rynek czy zmowa cenowa? A jeśli weźmie tę pracę, to będzie to wybór czy przymus pośredni?

Polska. Deweloper chwali się w mediach, że sprzedał bardzo dużo 30-metrowych mieszkań i że teraz będzie budować głównie takie, bo schodzą jak świeże bułeczki. Ta sytuacja to odzwierciedlenie rzeczywistych potrzeb Polaków czy ich niskiej siły nabywczej? Czy jeśli młody człowiek chcący żyć samodzielnie kupi takie mieszkanie, to będzie to wybór czy przymus pośredni?

Ktoś mógłby powiedzieć, że Janek i Zbyszek „przecież nie muszą kupować tych produktów”, Polacy „nie muszą kupować 30-metrowych mieszkań”, a szwaczka w Bangladeszu „jeśli nie chce za tyle pracować, to niech nie pracuje”. Tyle że w wolności wyboru nie chodzi o to, żeby z czegoś rezygnować. Rezygnacja to nie wybór – to brak wyboru.

Finansowy apartheid

Przykłady takie jak te powyżej można mnożyć. Ale i tak wydają się one błahe w porównaniu do kwintesencji przymusu pośredniego, jakim jest globalny system monetarny i jego główne narzędzie – finansowy apartheid. System ten odbiera nam wolność poprzez różne mechanizmy, choć głównie przez permanentne dewaluowanie nośników produktów naszej pracy (czyt. waluty). Jednak w odróżnieniu od sytuacji Janka, Zbyszka czy szwaczki z Bangladeszu z tego systemu nie można się wypisać, nie można zrezygnować z uczestnictwa w nim. W tym kontekście dla mnie prawdziwą wolnością wyboru, którą cenię równie wysoko co swobodę przemieszczania się, byłaby sytuacja, w której mógłbym swobodnie gospodarować produktami mojej pracy, nie ponosząc przy tym permanentnej straty. Zamiana jednej waluty inflacyjnej na inną nie stanowi dla mnie żadnego wyboru. Jeśli te dywagacje są dla ciebie niejasne, to polecam najpopularniejszy jak dotąd wpis na The Spinning Top Blog, czyli Co ty kurwa wiesz o pieniądzu.

Na koniec jedno zdanie od Roxanne Meadows, najbliższej współpracownicy Jacquesa Fresco w projekcie The Venus Project, dla tych, którzy po przeczytaniu przywołanego wpisu mimo wszystko czują się wolni:

„W systemie monetarnym jesteś tylko tak wolny, jak duża jest twoja siła nabywcza”.

Źródła zdjęć:
1. Pieniądze: wikimedia commons.
2. Rzeźba wolności: www.restore-ministries.org.

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Rozważania na temat wolności (2).

By | 2018-05-27T08:47:19+00:00 22 lipca 2014|3 komentarze

About the Author:

Kamil Cywka
Tłumacz, lektor, publicysta-amator, pisarz. Autor powieści pt. „Bękart”. Konserwatysta, leseferysta, wolnorynkowiec. Interesują mnie głównie dziedziny takie jak historia, filozofia, polityka, ekonomia, ideologie, doktryny oraz sprawy społeczne. Na The Spinning Top Blog staram się poruszać tematy pomijane w mediach głównego nurtu oraz promować wolność, samodzielne myślenie i świadome życie we wszystkich jego aspektach.

3 komentarze

  1. […] Poprzedni Następny […]

  2. PL 28/07/2014 w 3:30 pm - Odpowiedz

    Witam, Bardzo ciekawy wpis. Interesujące obserwacje. A jak Twoim zdaniem wygląda np „wolność informacji”? W kontekście „starcia” mediów głównego nurtu i mediów alternatywnych? Z jednej strony mamy mainstream, który często publikuje artykuły prawie sponsorowane które pisane są w czyimś interesie, często traktujące sprawy powierzchownie z drugiej strony mamy alternatywę z teoriami spiskowymi, które często żerują na ludzkich lękach i niewiedzy i dążeniu do upraszczania opisu świata. Wg mnie, trudno się rozmawia na coraz więcej tematów. Jest prawda Nasza, Wasza, Ichnia itd. A ludzie przestają samodzielnie myśleć. Łykają takie czy inne gotowe schematy, całe „systemy” poglądów. Nie filtrują informacji przez własny filtr wykształcenia i wiedzy technicznej, fizycznej, chemicznej a nawet logicznej. Nie szukają źródeł. Uciekają się do wiedzy „ekspertów”. Zapominają o historycznych analogiach. W mojej opinii w/w problemy, mogą być efektem dostępu do „wolnej informacji” (zbyt dużej ilości informacji często sprzecznych), którą wielu jest wstanie właściwie stawić.

    • Kamil Cywka
      Kamil Cywka 30/07/2014 w 11:51 am - Odpowiedz

      Witaj,

      zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, a zwłaszcza w odniesieniu do mediów alternatywnych, które wcale nie stanowią panaceum w tym całym zalewie informacji (mimo całej mojej sympatii do nich). Dziś naprawdę nie wiadomo, komu ufać. Mi też zdarzają się wpadki na blogu, mimo dobrej woli i szczerych chęci. Informacja jest jak plastelina, można z niej uformować dowolny kształt. Nie ma już dziś punktów odniesienia, wszystko się relatywizuje w coraz szybszym tempie. Wolność informacji to bardzo ciekawe zagadnienie, szkoda że go nie podjąłem w tym wpisie – może jeszcze będzie okazja 🙂

      Pozdrawiam serdecznie!

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.