Polityka, gospodarka, historia, ideologie, sprawy społeczne.

Kilka refleksji na Dzień Nauczyciela

//Kilka refleksji na Dzień Nauczyciela

Kilka refleksji na Dzień Nauczyciela

Dzień Nauczyciela. Pomyślałem, że to dobra okazja, by podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami na temat pracy i postaw tej grupy zawodowej. Na wstępie zaznaczę, że Polityczny Bączek to blog osobisty, który nie aspiruje do miana obiektywnego, a więc niniejszy wpis stanowi wyłącznie moją prywatną opinię na ten temat.

Mam 38 lat. Jestem tłumaczem i lektorem języka angielskiego. Wykonuję dwa zawody jednocześnie. Zacząłem uczyć i tłumaczyć jeszcze będąc na studiach. Potem były etaty szkołach publicznych, prywatnych szkołach językowych oraz biurach tłumaczeń. Od 2014 r. prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą. Pracuję po 12-14 godzin dziennie od poniedziałku do piątku. Wstaję o 4:00-5:00 i do południa wykonuję tłumaczenia dla moich klientów (zdalnie), a popołudniami i wieczorami prowadzę 5-6 godzin zegarowych zajęć w szkole językowej (stacjonarnie i online). Nauczycielskie tygodniowe pensum (18 godzin lekcyjnych) wyrabiam w maksymalnie 1,5 dnia. Lekko nie jest, ale nie narzekam. Życie wykształciło we mnie etos pracy i nauczyło sumienności.

Jeśli chodzi o nauczanie, to moja praca i osiągane wyniki są na bieżąco oceniane przez kierownictwo szkoły i głównego metodyka według kryteriów, takich jak postępy i zadowolenie słuchaczy, oceny uzyskiwane przez nich na egzaminach Cambridge/British Council czy odsetek osób kontynuujących naukę w szkole w kolejnych semestrach. Lubię to, co robię. Jestem cenionym, doświadczonym specjalistą, ale nie jestem niezastąpiony czy nieusuwalny.

Teraz chciałbym ustosunkować się do najczęściej podnoszonych argumentów zarówno przez samych nauczycieli, jak i osoby popierające ich postulaty.

„Nauczyciele muszą przygotowywać się do zajęć” — przygotowanie się do 5-6 godzin zegarowych zajęć zajmuje mi około 15 minut. Uważam, że doświadczony nauczyciel – mający wiedzę merytoryczną w swojej dziedzinie, wypracowane i sprawdzone metody nauczania oraz zgromadzone ciekawe materiały dodatkowe – wchodząc do sali lekcyjnej, powinien wiedzieć, co ma robić i w jaki sposób. Gdy stawiałem pierwsze kroki w zawodzie, potrzebowałem na to nieco więcej czasu, jednak gdy słyszę o mozolnym, codziennym, wielogodzinnym przygotowywaniu się do zajęć, to odpowiadam, że czas na autorefleksję, bo może to świadczyć o braku odpowiedniego warsztatu pracy lub po prostu o przeroście formy nad treścią. Ponadto bycie przygotowanym do wykonywania pracy nie jest wartością dodaną i nie powinno być dodatkowo płatne. Jest to obowiązek każdego pracownika, nie tylko nauczyciela.

„Nauczyciele muszą sprawdzać testy” – ja też muszę. To element mojej pracy, podobnie jak bycie przygotowanym do niej. Nikt mi za to dodatkowo nie płaci. Jest to już uwzględnione w uzgodnionej przez obie strony stawce godzinowej. No i nie czarujmy się: klasówki/testy nie są codziennie. W najgorszym razie raz na miesiąc nauczyciel zrobi te 40 godzin zegarowych tygodniowo, jak typowy pracownik etatowy.

„Nauczyciele mają na głowie za dużo papierologii” – cóż, też nie lubię formalności. No ale wypełniam te dzienniki, sprawdzam listę obecności, wypisuję szczegółowe oceny postępów słuchaczy, a przed zajęciami i po nich jestem dostępny do konsultacji tak dla rodziców najmłodszych, jak i dla dorosłych. Nie muszę dodawać, że nikt mi za to dodatkowo nie płaci?

„Nauczyciele muszą uczestniczyć w życiu szkoły” – lektorzy w prywatnych szkołach językowych też uczestniczą. Nie są to wprawdzie apele czy wycieczki szkolne, ale lekcje próbne, lekcje pokazowe, rozmaite eventy promocyjne, projekty okolicznościowe (Halloween, Święta Bożego Narodzenia itp.) jak najbardziej.

„Nauczyciele poświęcają swój prywatny czas na doskonalenie zawodowe, również w wakacje” – uczęszczanie na kursy, szkolenia czy warsztaty leży w interesie nauczycieli. Zresztą, nie tylko nauczycieli. Nie wyobrażam sobie, by pracodawca miał jeszcze płacić pracownikowi za to, że ten wziął udział w kursie, zwłaszcza, że to często właśnie pracodawca opłaca taki kurs.

„Nauczanie to ciężka praca” – owszem, nie jest lekko. Czasami po ośmiu godzinach tłumaczenia tekstów mam już dość, a czeka mnie jeszcze 5-6 godzin zegarowych pracy z ludźmi. Bardzo różnymi ludźmi. W różnym wieku, o różnym tle społecznym oraz bagażu emocji i doświadczeń, które przynoszą ze sobą do sali lekcyjnej. Niemniej uważam, że mój zawód nie jest w żaden sposób wyjątkowy czy lepszy niż inne. Wiele osób pracuje z ludźmi jako pracownicy umysłowi.

Kalendarze nauczania w szkole prywatnej i publicznej z grubsza się pokrywają, choć ja akurat w pracuję również w wakacje. Z mniejszą intensywnością (8 godzin tłumaczenia + 2-3 godziny zegarowe zajęć dziennie), ale jednak. Płatne wolne weekendy, wakacje letnie, ferie zimowe, majówka, okres świąteczno-noworoczny, to dla wielu zawodów tylko marzenie.

Ja oczywiście nie jestem stroną tego sporu, ale gdyby to ode mnie zależało, to zaproponowałbym środowisku nauczycielskiemu następujące rozwiązania:

  1. Podwyżka wynagrodzeń razy dwa, ale zwiększamy też pensum razy dwa, czyli do 40 godzin lekcyjnych w tygodniu, co nieco bardziej przybliży nauczycieli do typowego pracownika etatowego. Czas wolny wynikający z uwarunkowań kalendarza szkolnego siłą rzeczy zostaje.
  2. Jedną płatną godzinę zegarową dziennie (razem 5h w tygodniu) na przygotowanie się do zajęć, sprawdzanie prac i dopełnianie niezbędnych formalności.
  3. Ograniczamy papierologię do absolutnego minimum. Nauczyciele mają uczyć, a nie wypełniać papierki.
  4. Żadnego wynagrodzenia za czas strajków. Wyobrażam sobie minę mojego pracodawcy, gdybym nie przyszedł przez tydzień, dwa do pracy i oczekiwał zapłaty za nieprzeprowadzone zajęcia.
  5. Reforma systemu szkolnictwa. Nie zwlekajmy już z tym. I nie chodzi o na przemian wprowadzanie i likwidowanie gimnazjów, bo to powoduje tylko chaos. Osobiście jestem zwolennikiem bonu oświatowego. Pieniądze powinny w większym stopniu niż obecnie „iść za podatnikiem”. Polskie szkoły i kadrę pedagogiczną należy poddać weryfikacji rynkowej. Szkoły z najlepszą ofertą edukacyjną oraz nauczyciele legitymizujący się najlepszymi wynikami będą mogli liczyć na napływ większej ilości środków niż placówki świadczące usługi gorszej jakości. W systemie rynkowym poziom wynagrodzeń nie byłby regulowany ustawowo, a leżałby w gestii dyrektora danej placówki, który ustalałby je na podstawie ilości środków napływających do danej szkoły z bonu oświatowego. Jedni nauczyciele by na tym zyskali, inni musieliby urealnić swoje oczekiwania płacowe.

Powyższy wpis nie jest podszyty złośliwością. Kolegom i koleżankom nauczycielom zalecam więcej pokory i apeluję o trzeźwy osąd. Piszę to jako osoba, która sama jest czynnym zawodowo nauczycielem/lektorem i z niejednego pieca chleb jadła: i z publicznego, i z prywatnego.

Źródła zdjęć: łodygowice.pl

Polub bloga na Facebooku: Polityczny Bączek

By | 2021-10-24T09:07:17+00:00 24 października 2021|0 komentarzy

About the Author:

Kamil Cywka
Tłumacz, lektor, komentator, pisarz. Autor powieści pt. „Bękart” oraz zbioru wierszy pt. „Miłość, miasto, mrok”. Konserwatywny liberał. Interesują mnie głównie dziedziny takie jak historia, polityka, ekonomia, ideologie i doktryny oraz sprawy społeczne. Na The Spinning Top Blog staram się poruszać tematy pomijane w mediach głównego nurtu oraz promować wolność, samodzielne myślenie i świadome życie we wszystkich jego aspektach.

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.