Polityka, gospodarka, historia, ideologie, sprawy społeczne.

Ciepło domowego ogniska

//Ciepło domowego ogniska

Ciepło domowego ogniska

Według Feliksa Konecznego dzieje ludzkości dzielą się na dwie wielkie „epoki epok” – człowieka przedogiennego i człowieka ogiennego. Umiejętność wzniecania ognia radykalnie przeobraziła warunki bytowe:

  • Człowiek przedogienny był istotą leśną (dendrofagiem). Nie jadł surowego mięsa. Jedynie chłeptał jeszcze ciepłą krew, gdy najedzony do syta drapieżnik odchodził od upolowanego zwierzęcia (lub innego człowieka – forma wczesnego ludożerstwa). Nie miał narzędzi, żeby polować, a nawet gdyby miał, to łowiectwo było bez sensu, bo tylko ogień czynił zdobycz jadalną.
  • Ogień odstraszał drapieżniki. Wokół ognisk było ludniej, bezpieczniej i zamożniej. To od ognisk zaczynają się pierwsze zrzeszenia, pierwsze prymitywne formy życia zbiorowego.
  • Dym odstraszał komary, moskity i inne owady, które przenosiły groźne choroby i były zmorą wczesnego człowieka do tego stopnia, że w okresie letnim musiał on migrować do wyżej położonych terenów (np. w góry).
  • Ogień pozwalał zakonserwować mięso na kilka dni, co pozwalało nie żyć wyłącznie dniem dzisiejszym.
  • Ogniska ustanawiały granice własności. Właściciele ognisk byli właścicielami przestrzeni objętej ogniskami.
  • Do ognia chętnie podchodziły niektóre zwierzęta, wymęczone ukąszeniami owadów i zagrożone ze strony drapieżników. Ułatwiało to ludziom ich „udomowienie”.
  • Ogień wzniecała również samoistnie przyroda. Wówczas człowiek go strzegł i podtrzymywał. Jednak tylko te zrzeszenia, które potrafiły wzniecać go samodzielnie, mogły wspiąć się na kolejne szczeble cywilizacji.
  • Tak więc: ogień => grunt => własność => zwierzęta.

 

„Dzieje ludzkości dzielą się naszym zdaniem na dwie epoki przeciwstawne, przedogienną i ogienną. Są to epoki epok! Dokądkolwiek sięgnęło odkrycie ognia, przeinaczyło radykalnie warunki bytu. Przede wszystkim poprawiły się warunki pożywienia. Zważmy, jako nigdy dotychczas nie pojawiła się wiadomość o jakimś ludzie, dawnym czy współczesnym, który by jadał mięso surowe na świeżo. Bywa ono suszone „na wietrze i w słońcu” w licznych krainach świata […]. Skoro zaś człowiek pierwotny nie umiał robić zapasów, ani przyrządzać mięsa na jadalne, a surowizny mięsnej świeżej nie jadał, a zatem nie jadał mięsa wcale. Stał się mięsożernym dopiero odkrywszy właściwości ognia”.

„Przekroczyć jaroszstwo mógł człowiek przedogienny tylko o tyle, iż mógł chłeptać ciepłą krew. Nie mógł polować, nie posiadając narzędzi do walki zaczepnej z silniejszymi od siebie zwierzętami. Mógł tylko podpatrywać z ukrycia, jak polują zwierzęta drapieżne, ażeby wyczekać, aż oddali się zwycięzca, ażeby móc uraczyć się chłeptaniem krwi z resztek zwierzęcia zwyciężonego. Sam też człowiek bywał pospolicie ofiarą drapieżników, a wtedy drugi człowiek, gdy zwierz się oddalił, mógł chłeptać krew z zagryzionego. Taką była początkowa forma ludożerstwa, przed odkryciem ognia. Ale taka uczta mogła powieść się tylko wyjątkowo, regułą zaś dnia powszedniego była dendrofagia. Słusznym przeto wydaje się domniemanie, że praczłowiek był stworzeniem leśnym, mieszkańcem puszcz”.

„Ogień, przysparzający środków pożywienia, zwiększał zarazem stopień bezpieczeństwa, chroniąc przed drapieżcami, gdyż zwierz drapieżny nie zbliża się do ogniska. Ta dobroczynna strona ognia jest powszechnie wiadoma i uznawana; nie ocenia się natomiast należycie obrony, jakiej używał dym przeciwko wrogom małym, lecz uciążliwszym i niebezpieczniejszym od dużych drapieżców […]. Chodzi tu o komary, moskity, pchły ziemne, muchę podzwrotnikową tse-tse, o południowo-amerykańskie polvori, mbarigni, pernilongi, piques, bicho de pe itp.”

„Cały obszar, zajmowany przez kogoś na własność, musiał być otoczony na swych granicach płonącymi ogniskami w ten sposób, żeby płomień każdego widzialny był przy obydwu sąsiednich. Cała granica obszaru zaznaczona była wtedy ogniskami.
Trzeba tylko przypuścić, że protohistoryczny właściciel ogniska sam je rozmnażał, zakładając nowe ogniska w sąsiedztwie. Łatwo zrozumieć, że rozmieszczał je w taki sposób, żeby mieć przegląd swej własności, żeby z każdego miejsca widział przynajmniej dwa sąsiednie ogniska. Oczywiście wszystkie stanowiły jego własność i do niego należały pożytki ze wszystkich, a skupiający się koło nich osadnicy zależni byli od jego pozwolenia i nakładanych przez niego warunków. Mówiąc krótko, obszar otoczony jego ogniskami stawał się jego własnością […].
Własność przestrzeni, zdobytej ogniem, zdaje się być zawiązkiem samego pojęcia własności nieruchomej.
Nie posiadający ognia dążyli oczywiście do tego, by go posiąść. Czy nie używano do tego przemocy i podstępu? Czy pierwsze napady, najazdy, pierwsze wyprawy i walki nie były po ogień, o ogień?
Kto umiał ogień sam niecić, stawał się potentatem.
Wiadomo, jako płomień nie tylko chroni przed drapieżcami, ale przywabia zarazem zwierząt „spokojniejszej natury”, znoszących ogień. Nabytek zwierząt domowych był konsekwencją posiadania ogniska. A kiedy potem nastały wynalazki rozmaitych narzędzi i zaczęły się łowy, urządzać je i korzystać z nich można było tylko w związku z ogniskiem. Bez ognia łowiectwo byłoby bezcelowe, gdyż dopiero ogień czynił upolowaną zwierzynę jadalną […]
Stawał sie tedy ogień zawiązkiem kuchni i spiżarni. Koło ognia było coraz syciej i dostatniej.
Stawał się także zawiązkiem władzy i panowania. Około ognisk gęstniała ludność, od ognisk zaczyna się zrzeszanie, a pan ognisk stawał się władcą ludzi. Poczynają się wytwarzać najstarsze społeczności, oparte na hierarchii, bo na nierówności pana udzielającego schronienia, a tych, którzy o schronienie proszą, zawiśli od łaski i niełaski władcy ognia i ludzi”.

Wnioski? Wbrew temu, co często twierdzą nurty lewicowe, w tzw. „stanie natury” nie istniała żadna równość, harmonia czy radosny „pierwotny komunizm”. Wczesne zrzeszenia od samego początku były oparte na hierarchii i własności.

Źródła zdjęć: Wikipedia

Polub bloga na Facebooku: Polityczny Bączek

Zobacz też: Siedem podstawowych zasad propagandy

By | 2020-11-11T10:59:03+00:00 11 listopada 2020|0 komentarzy

About the Author:

Kamil Cywka
Tłumacz, lektor, komentator, pisarz. Autor powieści pt. „Bękart” oraz zbioru wierszy pt. „Miłość, miasto, mrok”. Konserwatywny liberał. Interesują mnie głównie dziedziny takie jak historia, filozofia, polityka, ekonomia, ideologie, doktryny oraz sprawy społeczne. Na The Spinning Top Blog staram się poruszać tematy pomijane w mediach głównego nurtu oraz promować wolność, samodzielne myślenie i świadome życie we wszystkich jego aspektach.

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.