Jamie Dimon, szef JP Morgan, jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie, już od dawna zajmuje jedno z czołowych miejsc na mojej czarnej liście. Instytucja, której przewodzi, jest posądzana o niezliczone manipulacje w niemal każdej klasie aktywów. Choć zabrzmi to niewiarygodnie, machloje Jamie’go bywają tak zawiłe, że amerykańscy sędziowie, zwłaszcza ci leciwi, często umarzają sprawy przeciwko JP Morgan, bo…nie rozumieją, na czym polega przestępstwo. A gdy już uda się coś Jamie’mu udowodnić, to idzie on na ugodę z regulatorami i płaci milionową karę od miliardowego przekrętu. Wszystko jest oczywiście wliczone w model biznesowy. Poza tym JP Morgan jest przecież największym z sześciu banków określanych mianem „zbyt dużych, by upaść” (ang. too big to fail). Jego aktywa mają wartość mniej więcej całego PKB Wielkiej Brytanii. To potężna instytucja mająca bliskie powiązania z amerykańskim establishmentem oraz dostęp do wielu informacji poufnych. Manipulacje JP Morgan na bieżąco relacjonuje m.in. znany dziennikarz śledczy Max Keiser w swoim programie The Kesier Report, który gorąco polecam.

W swoim niedawnym liście do akcjonariuszy JP Morgan Jamie ostrzega, że nadchodzi kolejny kryzys. Wnikliwi cały list mogą przeczytać pod linkiem, ja pozwoliłem sobie wybrać jeden z ważniejszych fragmentów:

„Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają – kolejny kryzys nadejdzie i będzie mieć znaczący wpływ na rynki finansowe. Jego przyczyna może być inna niż to miało miejsce w przeszłości, ale kryzys na pewno nadejdzie. Jak wiemy, przyczyny kryzysów mogą być różne. Kryzys w 1973 r. miał podłoże geopolityczne. W latach 1980-82 mieliśmy do czynienia z recesją, kiedy to FED gwałtownie zwiększył stopy procentowe. W latach 80. załamały się ceny surowców, w tym ropy, a na początku lat 90. wybuchł kryzys na rynku nieruchomości. Rok 1997 to już kryzys azjatycki, w roku 2000 pękła bańka internetowa, a w 2008 bańka na rynku nieruchomości”.

W sumie facet Ameryki nie odkrył. To, że będzie kryzys, to pewne jak amen w pacierzu; nie wiadomo tylko, kiedy wybuchnie i co będzie jego przyczyną. Osobiście obstawiam, że punktem zapalnym będzie rynek derywatów. Łączna pozycja na derywatach sześciu największych banków w Stanach Zjednoczonych wynosi 278 bilionów USD, czyli 28 razy więcej niż łączna wartość posiadanych przez nie aktywów. Na przykład aktywa JP Morgan wynoszą ok. 2,6 biliona USD, a jego pozycja na derywatach ponad 63 biliony USD. To nie ma prawa skończyć się dobrze.

Może dlatego Jamie się zabezpiecza. Można by nie przywiązywać wagi do tego, co tam wypisuje w listach do swoich akcjonariuszy, gdyby nie to, że za ostrzeżeniami o nadchodzącym kryzysie stoją czyny. Od początku 2012 roku do teraz ilość posiadanego przez JP Morgan fizycznego srebra wzrosła z niespełna 5 mln uncji do ponad 55 mln. We wspomnianym okresie Jamie na zgromadzonym srebrze rzecz jasna nie zarobił, bo jego cena mocno spadła, ale w przypadku wybuchu kryzysu sytuacja może ulec diametralnej zmianie. W takim kontekście decyzja o długofalowym akumulowaniu srebra nabiera głębokiego sensu.

JP-Morgan-silver

Czy Jamie Dimon ostrzegł właśnie swoich akcjonariuszy przed rychłym nadejściem nowego kryzysu? Trudno powiedzieć. Z giełdami jest tak, że drobni ciułacze oraz mali i średni gracze kopiują decyzje tych dużych. Czasem takie podejście popłaca, innym razem może być to zwykła zagrywka rekinów rynku obliczona na osiągnięcie konkretnego celu. Ale biorąc pod uwagę pozycję JP Morgan na srebrze oraz tykającą bombę derywatów, słowa założyciela banku Johna Pierponta Morgana, który powiedział kiedyś, że „złoto to pieniądze, wszystko inne to kredyt”, mogą okazać się prorocze.

Źródła zdjęć:
1. Autor: Steve Jurvetson (Flickr: Jamie Dimon, CEO of JPMorgan Chase) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons.
2. Autor: Financial Times [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons.

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Wojna z gotówką.