Przed obejrzeniem „Idy” nie czytałem żadnej recenzji, wywiadu ani komentarza. Nie chciałem sugerować się niczyją opinią. Podszedłem do filmu całkowicie neutralnie. Obejrzałem go z uwagą i przespałem się ze swoimi przemyśleniami. Jakie mam wrażenia? No cóż, niezbyt pozytywne.

Zacznę może od paru słów na temat strony artystycznej filmu. Moim zdaniem „Ida” to potwornie nudny film. Jest wprawdzie krótki, bo trwa nieco ponad godzinę, ale kilka scen spokojnie można byłoby jeszcze wyciąć, gdyż niczego nie wnoszą. Agata Kulesza gra dobrze, ciekawie, ale nie powiedziałbym, że jest to jakaś wybitna rola. Z kolei tytułowa bohaterka jest nudna, płaska, bez wyrazu. W filmie mówi niewiele, a skoro tak, to powinna nadrobić to grą emocjami. Tak się jednak nie dzieje. Właściwie niewiele można o niej powiedzieć. Oszczędna, wręcz surowa stylistyka filmu tylko potęguje efekt nudy. Już od dawna jestem zmęczony hollywoodzką papką, dlatego zakładałem, że ta niemal teatralna konwencja filmu będzie jego mocną stroną. Żeby nie było, że tylko krytykuję, to bardzo podobały mi się kadry otoczenia. Widać, że miejsca były starannie dobrane. Naprawdę fantastyczne ujęcia miasta, wsi i innych lokalizacji, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Świetna, nietypowa i zarazem spontaniczna (sic!) była też scena samobójstwa Krwawej Wandy.

O czym jest ten film?

To tyle jeśli chodzi o stronę artystyczną filmu. Czym innym jest natomiast jego przekaz. No właśnie, przekaz. O czym w ogóle jest ten film? O młodej zakonnicy, która ulega pokusom świata doczesnego? O Polakach, którzy w czasie wojny zamordowali Żydów i przywłaszczyli sobie ich dom? O stalinowskiej prokurator, zdemoralizowanej alkoholiczce, która posyłała na śmierć „wrogów ludu”, ale która, jak się okazuje, ma jakieś tam uczucia? Jak na mój gust, żaden z tych wątków nie jest na tyle rozbudowany, by wokół niego kręciła się fabuła. Jedni powiedzą, że to zaleta, dla mnie to jednak sprawia, że film jest po prostu nijaki.

Antypolska „Ida”?

Szczerze mówiąc, nie odniosłem wrażenia, że ten film jest w jakiś bezpośredni sposób antypolski. Z jednej strony są w nim pewne niedopowiedzenia. Na przykład nie dowiadujemy się, dlaczego ci Polacy zabili tamtych Żydów. Ze strachu przed Niemcami? A może kierowani zwykłą żądzą przywłaszczenia sobie ich gospodarstwa? Nie pada też choćby jedno słowo wyjaśnienia, że to nie Polacy mordowali Żydów podczas wojny. Z drugiej jednak strony trzeba uczciwie powiedzieć, że pokazany w filmie przypadek Polaków został pokazany jako przypadek odosobniony. Nie doszukałem się najmniejszej sugestii, że takie zbrodnie ze strony Polaków mogły być w tamtym czasie nagminne. Ponadto, tak jak wcześniej wspomniałem, generalnie ten konkretny wątek jest i tak słabo rozbudowany. Mniej więcej do 40. minuty nie dzieje się w tej kwestii praktycznie nic.

Czy taki film jest potrzebny?

Jestem bardzo, ale to bardzo daleki od mówienia artystom, co powinno się, a czego nie powinno się tworzyć. Jednak na pytanie, czy taki film jest nam potrzebny, odpowiedziałbym nie. Tworząc swoje dzieło, każdy reżyser czy pisarz musi zakładać pewien poziom intelektualny swoich odbiorców. Bez tego byłoby tylko równanie w dół, zniżanie się do poziomu debili i wyjaśnianie najdrobniejszych kwestii. Ale wtedy to już nie byłaby sztuka. Osobiście rozgrzeszam reżysera, bo nie odniosłem wrażenia, że film w bezpośredni sposób szkaluje Polaków. Na wojnie dzieją się różne rzeczy. Jedne jednostki zachowują się godnie, inne podle, niezależnie od narodowości czy szerokości geograficznej. Niemniej jednak, wracając do postawionego pytania, uważam, że ani Polska, ani świat nie potrzebują „Idy”. Przeciętny widz oskarowej gali, który Polskę na mapie wskazałby w najlepszym razie w okolicach Syberii, nie chce i nie musi znać historii naszego kraju. Ba, może nawet niewiele wie o historii II wojny światowej. W tym sensie film rzeczywiście może wywoływać u przeciętnego widza fałszywe przeświadczenie. No ale albo zakładamy pewien poziom intelektualny odbiorcy i robimy film, który ma być sztuką, albo robimy „Spidermana 8” i dajemy sobie spokój z interpretacjami.

Na koniec powiem, że jest wiele piękniejszych i bardziej chlubnych kart naszej historii, które są konsekwentnie pomijane przez polską kinematografię. Mamy wielu bohaterów i barwnych postaci, o których warto opowiedzieć światu. Nie musimy robić takich filmów jak „Ida”. Pamiętajmy, że film, a szerzej – kultura, to towar eksportowy. Amerykanie w niemal każdym swoim filmie zbawiają świat. A my?

Przy okazji polecam inny punkt widzenia, tzn. Krzysztofa Łukszy, autora zaprzyjaźnionego bloga „Wokół Życia”: Ida to antypolska propaganda – recenzja.

Źródła zdjęć:

1. www.natemat.pl.

Polub bloga na Facebooku:
www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Atlas chmur.