W wyborach samorządowych internetowe lajki partii pozasejmowych nie przełożyły się na realne poparcie, a postmagdalenkowy układ znów zamienił się władzą w myśl zasady, że trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Jako społeczeństwo niczego nie nauczyliśmy się przez te ostatnie cztery lata. Ba, większość wyborców, którym latami pluto w twarz, chce jeszcze więcej. Ale zostawmy to swoiste wyborcze sado-maso i porozmawiajmy o postulatach, których spełnienie mogłoby zapoczątkować przekształcenie Polski w nowoczesne społeczeństwo obywatelskie.

We wpisie pt. Doktrynerzy i myśliciele przedstawiłem moje oczekiwania wobec partii aspirujących do przejęcia władzy w Polsce. Spotkały się one z pozytywnym odzewem, przy czym część z Was prosiła o ich rozwinięcie i/lub uzasadnienie, co niniejszym czynię.

1. Natychmiastowe zaprzestanie zadłużania państwa; zasada zrównoważonego budżetu bez względu na okoliczności; konkretny plan i horyzont czasowy całkowitej spłaty istniejącego zadłużenia.

Postulat ten jest podyktowany wieloma względami, zarówno natury moralnej, jak i ekonomicznej. Dług publiczny to nic innego, jak życie ponad stan na koszt przyszłych pokoleń. W przypadku rozdętej administracji publicznej w Polsce to życie bywa wręcz wystawne i cechuje się dużą dozą marnotrawstwa. Co do joty przypomina to sytuację Francji w przededniu rewolucji francuskiej.

Oczywiście dług publiczny jest generowany nie tylko przez administrację publiczną, ale nie zapominajmy, że w skali mikro wysoce niemoralne i nieakceptowalne byłoby na przykład życie na koszt sąsiada lub jego dzieci. Dlaczego więc akceptujemy to w skali makro? Poza tym historia już niejednokrotnie pokazała, że nadmierne zadłużanie się prowadzi do poważnych konsekwencji, łącznie z upadkiem waluty, załamaniem się gospodarki i rozkładem społecznym. W dużym uproszczeniu zadłużanie państwa to ślepy zaułek, bilet w jedną stronę.

Jeśli chodzi o dług publiczny, to zabrnęliśmy już tak daleko (ponad 1 bln długu oficjalnego i 3 bln długu ukrytego), że wyjście z tej sytuacji i tak będzie boleć, więc cięcia lepiej przeprowadzić teraz niż później. Przez „natychmiastowe” rozumiem natomiast zaprzestanie finansowania nowych projektów, przedsięwzięć i zobowiązań. Te dotychczasowe należy doprowadzić do końca. Umowy się honoruje. W wielu przypadkach wystarczyłyby szybkie, chirurgiczne cięcia, z kolei w innych potrzebne byłyby bardziej kompleksowe, rozłożone w czasie działania. W skrócie: zamykamy dotychczasowe projekty, nie zaczynamy nowych, jeśli nas na nie nie stać, i nakreślamy konkretny plan zatrzymania elementów stanowiących perpetum mobile zadłużania (np. ZUS, administracja publiczna).

2. Natychmiastowe rozpoczęcie szeroko zakrojonej kampanii społecznej mającej na celu uświadomienie społeczeństwa na temat mechanizmów funkcjonowania współczesnego systemu monetarnego.

Ponoć Henry Ford powiedział kiedyś, że gdyby ludzie wiedzieli, jak działa system bankowy i monetarny, to na drugi dzień wybuchłaby rewolucja. Skala ignorancji naszego społeczeństwa (i nie tylko naszego) w tak ważnej kwestii jest porażająca. Pojawiły się pytania, kto miałby taką kampanię poprowadzić i jak to miałoby wyglądać w praktyce. Rzucę bardzo luźną propozycję: żeby uniknąć stronniczości i nacechowania ideologicznego, można by powołać ciało złożone z ekonomistów, marketingowców, przedsiębiorców, przedstawicieli organizacji pozarządowych, środowisk akademickich i niezależnych mediów. O tym, kto konkretnie wszedłby w skład takiego ciała, zdecydowaliby obywatele poprzez głosowanie w Internecie (każdy mógłby również zaproponować swojego kandydata). Chodzi tu przede wszystkim o zainicjowanie dyskusji, sprawienie, by problem zaistniał medialnie i zyskał rangę społecznego. Ludzie do prawdy dojdą sami, ale trzeba ich zmobilizować.

3. Sprowadzenie z Banku Anglii polskiego złota (w przypadku odmowy – zerwanie stosunków dyplomatycznych i ew. dalsze kroki); powiększanie rezerw złota i innych metali szlachetnych z zysków NBP; nakreślenie planu i horyzontu czasowego wprowadzenia parytetu waluty państwowej z jakimś dobrem trwałym.

W ostatnim czasie wiele krajów zażądało sprowadzenia swojego złota przechowywanego w skarbcach banków centralnych innych państw. Istnieją uzasadnione obawy, że tego złota dawno już tam nie ma. Nasze jest oficjalnie w Londynie, nieoficjalnie już pewnie w Chinach. Po co zatem to robić? Po pierwsze, dla zasady. To żadna łaska żądać zwrotu swojej własności. Po drugie, taki ruch w połączeniu z powiększaniem rezerw złota z zysków NBP stanowiłby wyraźny sygnał dla świata, że Polska zamierza zmieniać swoją politykę monetarną na bardziej odpowiedzialną. Tym samym dołączylibyśmy do krajów, które dają dobry przykład, a przy tym zabezpieczylibyśmy się na drugą falę kryzysu, która nadchodzi wielkimi krokami.

Kwestia parytetu z jakimś dobrem trwałym to już temat na osobną dyskusję. Jednak jeśli czytacie wpisy publikowane na The Spinning Top Blog, to moje zdanie w tej sprawie znacie.

4. Otwarte odrzucenie możliwości wejścia do strefy euro.

Im więcej wygody, tym mniej wolności. Możni tego świata najchętniej chcieliby, żebyśmy płacili jedną walutą. Dla nas oznaczałoby to całkowite zniewolenie. Powinniśmy iść w przeciwnym kierunku, tj. wspierać procesy deglobalizacyjne. Będzie mniej wygodnie, za to w większym stopniu będziemy mogli decydować chociażby o nośniku produktów naszej pracy, czyli walucie. Poza wygodą nie ma najmniejszego powodu, żeby oddawać decydowanie o charakterze, jakości i zasięgu naszej waluty w obce ręce. Polską racją stanu jest pozostanie przy złotym jako walucie państwowej.

5. Prawne usankcjonowanie walut lokalnych i wirtualnych oraz ich szeroko zakrojona promocja w społecznościach.

6. Natychmiastowe zniesienie instytucji tzw. jedynego legalnego środka płatniczego.

Połączyłem te dwa punkty, gdyż ściśle się ze sobą wiążą. Bodaj największym problemem współczesnego świata jest brak wolności monetarnej. Ze współczesnego systemu monetarnego nie da się wypisać, nie można się z niego wymiksować. Musisz w nim uczestniczyć, bo wszystko inne jest nielegalne. Instytucja tzw. jedynego legalnego środka płatniczego sprawia, że jedynym legalnym nośnikiem produktów twojej pracy jest złoty, euro czy dolar. Rodzi to bardzo poważne konsekwencje. W dużym uproszczeniu wąska grupa ludzi decyduje wtedy, poprzez różne mechanizmy, takie jak stopy procentowe, inflacja, system rezerwy cząstkowej czy instytucja centralnego emitenta, czym możesz płacić, a czym nie, oraz jaka będzie jakość, charakter i zasięg tego, czym płacisz. Pieniądze to zbyt poważna i jakże osobista sprawa, by powierzać ją wąskiej grupce bankierów. Pamiętajmy, że waluta to tylko i aż nośnik. Elity finansowe często psują ten nośnik, a tym samym niweczą owoce naszej pracy. Dlaczego to robią? Bo mogą. Bo mają monopol. Bo ustawowo nie dopuszczają konkurencji. Tymczasem konkurencja jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a już na pewno nie konsumentom. Nigdzie indziej konkurencja nie jest tak potrzebna, jak w emisji waluty.

Odpowiedzią na te problemy jest pluralizm monetarny. Waluty lokalne i wirtualne mają w tym zakresie ogromny potencjał. Te pierwsze są z powodzeniem stosowane w wielu krajach, te drugie dopiero raczkują. Warto nadmienić, że nie chodzi o to, by zastąpić nimi walutę państwową, a o to, by funkcjonowały one równolegle. Ponadto należy całkowicie uwolnić rynek kreacji waluty. Walutą może być wszystko, co spełnia kryteria, o których piszę we wpisie Waluta a pieniądz. Jeden prosty przykład: jeśli ludzie na moim osiedlu dogadają się i zdecydują, że chcą płacić (również) walutą stworzoną przez siebie, to nie powinno być to nielegalne.

7. Upublicznienie wszystkich akt i dokumentów służb bezpieczeństwa z poprzedniego ustroju.

Brak dekomunizacji to największy problem Polski po 89 roku. Odbija nam się to czkawką po dziś dzień. Ilekroć powraca temat upublicznienia akt i dokumentów służb bezpieczeństwa, pojawiają się głosy, że to szczucie ludzi i że jest tam mnóstwo sfabrykowanych materiałów. Już to słyszeliśmy, przy obalaniu rządu Olszewskiego. Otóż nie chodzi o nagonkę, a o rachunek sumienia. Niewinni nie muszą się niczego obawiać. Swoich dóbr osobistych mogą w razie co dochodzić w sądzie. Trochę wiary w ludzi – pozwólmy opinii publicznej ocenić, kto wtedy „stał tam, gdzie stało ZOMO”.

8. Natychmiastowa zmiana ordynacji wyborczej; wprowadzenie demokracji bezpośredniej (m.in. JOW-y, obowiązkowe referenda po zebraniu określonej liczby podpisów, weto ludowe, obywatelska inicjatywa ustawodawcza, elektroniczne głosowanie, zniesienie immunitetów i przywilejów posłów i senatorów).

Przy ordynacji większościowej mamy w Polsce, jak i w wielu innych krajach, 5 minut demokracji i 4 lata monarchii. W takiej sytuacji wmawianie ludziom, że na przykład w wyborach samorządowych głosuje się na konkretną osobę, a nie na partię, jest ordynarnym kłamstwem. Panaceum na te problemy jest wprowadzenie szeregu rozwiązań demokracji bezpośredniej. Świat zmienia się dziś bardzo dynamicznie, a politycy dochodzący do władzy szybko zapominają o złożonych obietnicach, nie wspominając o podstawowych zasadach moralnych i zwykłej przyzwoitości. Dlatego możliwość  głosowania co cztery lata to za mało. Potrzebujemy realnej i, co najważniejsze, bieżącej kontroli nad naszymi przedstawicielami.

9. Okresowe organizowanie referendów w ważnych społecznie kwestiach (podatki, ubezpieczenia społeczne, opieka zdrowotna, edukacja, wojskowość, posiadanie broni palnej, legalizacja niektórych narkotyków, prostytucji itd.).

Głosowanie na daną partię to branie wszystkiego „w pakiecie”. Wyborca na ogół popiera pewne postulaty danej partii, a co do innych ma wątpliwości i/lub zastrzeżenia. Dlatego tak ważna jest możliwość bezpośredniego wypowiedzenia się obywateli w ważnych dla nich kwestiach. Kto miałby decydować o tym, czy dana kwestia zasługuje na referendum? Oczywiście obywatele. W demokracji bezpośredniej wystarczyłoby zebrać odpowiednią liczbę podpisów, a rząd miałby obowiązek zorganizować referendum. W ten sposób z demokracji fasadowej, telewizyjnej przechodzimy w demokrację partycypacyjną. Osobiście mam już dość polityków i partii wprowadzających rozwiązania, które „wydają im się dobre”, często wbrew polskiej racji stanu i na szkodę państwa.

10. Wprowadzenie zasady bezwzględnej nadrzędności prawa krajowego nad prawem unijnym; prawo polskie jako obowiązujące, unijne – jako sugestia; w przypadku sprzeciwu UE – zorganizowanie referendum w sprawie dalszego członkostwa Polski w tej organizacji.

Na ten niedawny news wybuchłem gromkim śmiechem, ale obawiam się, że urzędnicy z Brukseli nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa: http://www.fakt.pl/wydarzenia/krowy-w-pieluchach,artykuly,495527.html

Źródła zdjęć:
1. Flaga: By Olek Remesz (wiki-pl: Orem, commons: Orem) (Own work) [<a href=”http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0″>CC-BY-SA-3.0</a>], <a href=”http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3APolish_flag_with_coat_of_arms.jpg”>via Wikimedia Commons</a>

Polub bloga na Facebooku:
www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Doktrynerzy i myśliciele.