Dotychczasowy porządek społeczno-ekonomiczny się wali. Nie jest to już kwestia tego czy, tylko kiedy. W jednym z ostatnich wpisów pisałem, że politycy i część mediów mają wyraźne parcie na wojnę. Wiadomo, na wojnie długów się nie spłaca, a i problemy, które do wojny doprowadziły, wydają się błahe w obliczu otwartego konfliktu zbrojnego i wszystkiego co z nim związane.

Nadchodzący upadek dotychczasowego porządku społeczno-ekonomicznego ma wymiar nie tylko polityczny, lecz także społeczny. Co rusz w różnych krajach na całym świecie wybuchają protesty. O ile ich przyczyny są zróżnicowane, tak mają one jeden wspólny element, a mianowicie – stanowią zaledwie przetarcie przed tym, co nadchodzi, swoistą próbę sił pomiędzy doprowadzonym do granic wytrzymałości społeczeństwem a służbami wysyłanymi na ulice, by je spacyfikować. Służby się zbroją w oczekiwaniu na najgorsze, a politycy pośpiesznie przepychają ustawy zwiększające ich uprawnienia.

Hiszpania

Hiszpański rząd zamierza przeznaczyć dla policji prawie miliard euro na sprzęt do tłumienia zamieszek pomimo tego (albo właśnie dlatego), że w ubiegłym roku zadłużenie kraju wzrosło o kolejne 58 mld euro. Władza spodziewa się masowych protestów na jesieni tego roku. Można powiedzieć, że Hiszpania jest europejską stolicą protestów. Tylko w pierwszej połowie 2013 r. na ulice wyszło ok. 36 tys. osób. Rząd nie zamierza ryzykować utraty kontroli nad rzeszami obywateli niezadowolonych z sytuacji w kraju. Oprócz pałek i kamizelek chroniących przed pchnięciem nożem z mody nie wychodzą armatki wodne. Hiszpański minister spraw wewnętrznych powiedział, że „nowe armatki wodne są niezbędne, biorąc pod uwagę obecną sytuację społeczną”. Fanem armatek wodnych jest też burmistrz Londynu Boris Johnson, który zakupił aż trzy sztuki, o czym niedawno informował The Guardian.

Inicjatywę hiszpańskiego rządu krytykuje Amnesty International. Według tej organizacji zakup nowego sprzętu może nie tylko doprowadzić do większej liczby ofiar, lecz także zaognić i tak już napiętą sytuację. Czy Hiszpanię stać na taką rozrzutność przy bezrobociu na poziomie 24,5% (średnia unijna: 11,5%)?

Stany Zjednoczone

Po atakach z 11 września 2001 r. w Ameryce zapanowała psychoza. Wzmożone kontrole na lotniskach, spirala strachu w mediach, wszędobylskie służby. Każdy stał się potencjalnym terrorystą. Swego czasu głośno było o instrukcjach przekazywanych lokalnym służbom bezpieczeństwa i organom ścigania przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego (ang. Department of Homeland Security). Według tych instrukcji potencjalnym terrorystą jest każdy, kto:

  • wyznaje libertariańskie poglądy;
  • odwołuje się do praw zapisanych w drugiej poprawce do konstytucji;
  • czyta książki na temat przetrwania;
  • jest samowystarczalny (gromadzi żywność, amunicję, narzędzia, leki);
  • obawia się upadku gospodarki (kupuje złoto, angażuje się w barter);
  • obawia się inwigilacji;
  • uczy swoje dzieci w domu, nie w szkole;
  • głosi spiskowe teorie dotyczące Nowego Porządku Świata.

W USA powszechna stała się też militaryzacja policji. Ostatnio New York Times donosił, że za kadencji Obamy departamenty policji otrzymały dziesiątki tysięcy karabinów maszynowych, prawie 200 tys. magazynków, tysiące sztuk noktowizorów i sprzętu maskującego oraz setki tłumików, wozów opancerzonych i samolotów. Wystarczy spojrzeć na poniższy diagram, żeby zobaczyć, jakim sprzętem dysponuje policja w Stanach Zjednoczonych. Efekt jest taki, że amerykańscy policjanci coraz częściej przypominają żołnierzy, a nie stróżów prawa. Znacząco wzrosła też liczba nalotów z użyciem tego sprzętu. To już nie są kolesie zajadający pączki. To zmilitaryzowane państwo policyjne.

policja

Źródło: Departament Obrony Stanów Zjednoczonych, New York Times.

Polska

Ostatnio licznik zegara długu w centrum Warszawy przekroczył magiczny 1 bilion złotych (dług ukryty: 3 bln). Szkoda, że tego typu rekordy nie pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Jak widać kasa z OFE nie wystarczyła na długo. Nasz dług publiczny rośnie w zastraszającym tempie, zwłaszcza jak na możliwości naszej, najdelikatniej mówiąc, niezbyt prężnej gospodarki. Donald Tusk wprawdzie czmychnął do Brukseli, ale zadbał o to, by w razie co jego ekipa mogła uporać się z rozsierdzonymi tłumami. Żeby odwlec najdłużej jak to możliwe wyjście ludzi na ulice, Belka z Sienkiewiczem zawarli pewną umowę, która wyszła na jaw w wyniku tzw. afery taśmowej, a która zmaterializowała się w lipcu w postaci nowelizacji Ustawy o Narodowym Banku Polskim. Szerzej o tym sprawdzonym patencie na zadłużanie państwa (a tym samym odwlekaniu tego, co nieuchronne) piszę tutaj.

Gdyby jednak doszło do zamieszek, na pomoc przyjdą Niemcy. Ustawa z dnia 7 lutego 2014 r. o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (tzw. ustawa 1066) umożliwia, wbrew temu co mówi tytuł, udział również służb bezpieczeństwa i jednostek specjalnych obcych państw w tłumieniu niepokojów społecznych w Polsce. A te niepokoje rosną. I z czasem wyleją się na ulice. Ciekawe tylko przy którym bilionie…

 Źródła zdjęć:
1. Policja 1: „G-20 Toronto June 2010 (22)” by Jason Hargrove from Toronto, Canada – Form Line. MarchUploaded by Skeezix1000. Licensed under Creative Commons Attribution 2.0 via Wikimedia Commons – http://commons.wikimedia.org/wiki/File:G-20_Toronto_June_2010_(22).jpg#mediaviewer/File:G-20_Toronto_June_2010_(22).jpg
2. Policja 2: www.rt.com.

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

Zobacz też: Finansowy apartheid.